Wesołych Świąt

Poszerza się zespół lekarzy Szpitala Powiatowego im. dr Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem. Do zespołu dołączył dr hab. Sylweriusz Kosiński adiunkt Zakładu Medycyny Ratunkowej Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Lekarz specjalista anestezjologii i intensywnej terapii, ekspert w dziedzinie zarówno ratownictwa medycznego jak i hipotermii.  Ważne podkreślenia, z inicjatywy dr Kosińskiego szpital będzie się dalej rozwijać, jeśli chodzi o jakość świadczonej opieki medycznej. Chodzi o utworzenie tzw. Zespołu Wczesnego Reagowania. Rozmowa z dr hab. nauk medycznych Sylweriuszem Kosińskim

W nomenklaturze pojęć medycznych bardzo często mówimy o zespołach ratownictwa medycznego, ale to co jest w projekcie Pana Doktora to coś zupełnie innego?

Zespoły wczesnego reagowania to pewne novum w polskiej medycynie, ale takie zespoły działają w krajach anglosaskich: w Stanach Zjednoczonych, w Wielkiej Brytanii, w Australii; jest to po części związane z zespołami ratownictwa medycznego, to jest jakby wewnątrzszpitalna karetka. Najczęściej taki zespół składa się z dwóch osób, wskazane, żeby to były osoby doświadczone w podejmowaniu krytycznych decyzji, w wykonywaniu określonych procedur medycznych, o dużym doświadczeniu diagnostycznym i ogólnomedycznym. Zespół wczesnego reagowania stanowi pomoc dla personelu na innych oddziałach. Czasami takie świeże spojrzenie na pacjenta przynosi bardzo wiele korzyści. Chcemy uzyskać poprawę jakości leczenia, poprawę dysponowania łóżkami, optymalizację przyjęć na oddział intensywnej terapii – chodzi o to, żeby jak najwcześniej „wyłapywać” tych chorych, których stan w przeciągu najbliższego okresu może ulec pogorzeniu. Chcemy dmuchać na zimne i wcześniej podejmować odpowiednie leczenie, wcześniej ustalać przyjęcia na OIOM, ustabilizować stan takich pacjentów nie pozwalając by się on faktycznie pogorszył. Dopiero co zakończyliśmy program pilotażowy. Był on prowadzony w kilkunastu szpitalach w całej Polsce przez Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia z Krakowa. Brałem w tym programie czynny udział jako specjalista i koordynator ze strony Centrum, opracowywałem wstępną koncepcję, którą rozwinął i realizował zespół pod kierownictwem profesorów Wojciecha Szczeklika i Romana Jaeschke. Uważam, że sama koncepcja jak i założenia są fenomenalne, w szpitalach, w których ten program pilotażowy był prowadzony, takie rozwiązania sprawdziły się w 100%. Wielu pacjentów zostało „wyłowionych”, wyleczonych, ustabilizowanych. Spotkało się to z dużym zadowoleniem personelu i pacjentów. Myślę, że najwyższy czas, zeby w naszym szpitalu też coś takiego wdrożono, bo taką potrzebę wyraźnie widać.

Kto wchodzi w skład takiego zespołu? Są to jak przypuszczam specjaliści z różnych dziedzin

Generalnie założenie jest takie, żeby to były osoby jak najbardziej doświadczone w diagnostyce i w prowadzeniu pacjentów w stanie krytycznym. Wchodzą tutaj w grę anastezjolodzy, intensywiści, kardiolodzy, specjaliści medycyny ratunkowej. Z doświadczeń międzynarodowych i tych wstępnych polskich okazuje się, że najlepiej w tej roli odnajdują się specjaliści anestezjologii i intensywnej terapii. Osobiście tą specjalność reprezentuję dlatego myślę, że jeśli tylko dostanę od dyrekcji zielone światło to jestem w stanie zorganizować taki zespół i go poprowadzić.

Przy okazji rozmowy chcę zapytać jaki był temat pańskiej habilitacji

Zarówno doktorat, jak i habilitację uzyskałem na Śląskim Uniwersytecie Medycznym. W pracy doktorskiej, której promotorem był profesor Marcin Zieliński porównywałem różne rodzaje znieczulenia stosowane w torakochirurgii. Natomiast habilitacja dotyczyła oczywiście ogrzewania chorych w hipotermii. Ten temat jest moim „konikiem”, od wielu lat zgłębiam tajniki obniżonej temperatury ciała człowieka i w teorii i w praktyce. Warto wspomnieć, że hipotermia to nie jest tylko stan zagrażający naszemu życiu, który nabywamy w górach czy w trakcie ekspozycji na niekorzystne warunki, ale również stosujemy ją jako metodę leczenia. Wprowadzenie w hipotermię terapeutyczną osób po zatrzymaniu krążenia czy po niektórych rodzajach operacji może ratować życie i poprawiać wyniki leczenia. Wyniki dotychczasowych badań pokazują, że hipotermia powinna być stosowana znacznie częściej niż jest to robione dotychczas. Mam nadzieję, że moje doświadczenia na tej płaszczyźnie przydadzą się i uda mi się tutaj w Szpitalu Powiatowym wprowadzić w życie moją wiedzę i doświadczenia. Byłoby wspaniale, gdyby udało się utworzyć ośrodek leczenia pozaustrojowego ECMO. Urządzenie to może być stosowane nie tylko dla ogrzewania chorych w skrajnej hipotermii, ale również u chorych z ciężką niewydolnością oddechową i niewydolnością krążenia. Niestety, nie udało się mi się stworzyć ośrodka leczenia pozaustrojowego w Szpitalu Specjalistycznym Chorób Płuc, ale może uda się w Szpitalu Powiatowym…W tej chwili muszę jednak skupić się na sprawach rodzinnych, a czas spędzony w pracy i na uczelni ograniczyć do minimum. Jak tylko moja Rodzina „stanie na nogi”, to będę mógł być bardziej aktywny zawodowo.

Panie Doktorze jest pan lekarzem, ratownikiem TOPR. Teraz TOPR apeluje o to, aby nie wychodzić w góry ze względu na zagrożenie koronawirusem. Akcja ratunkowa siłą rzeczy powoduje, że kontakt bezpośredni pomiędzy ludźmi jest nieunikniony.

Tak, ale dokładnie z taką samą sytuacją mamy do czynienia w ratownictwie medycznym. Koledzy, którzy jeżdżą w karetkach cały czas mają dylematy, jak i kiedy zabezpieczyć i siebie i chorego. W tej chwili doszły do tego jeszcze problemy czysto organizacyjne, ponieważ czasami decyzje muszą być podejmowane na miejscu, a bardzo trudno się skonsultować z ośrodkami koordynującymi. Na szczęście mamy w TOPR kapitalną kadrę medyczną – ratownicy medyczni i lekarze na bieżąco śledzą wszystkie pojawiające się schematy i wytyczne postępowania i adaptują je do warunków górskich. Dzięki temu sami będą się czuć pewniej a co za tym idzie działać skuteczniej

Wracając do zespołów ratownictwa medycznego teoretycznie najlepiej byłoby tak, by do każdego wezwania ratownicy wychodzili w środkach ochrony osobistej

Nawet teoretycznie byłoby to lekkim nadużyciem. Co prawda ilość zakażeń w Polsce rośnie nieubłaganie, ale obawiam się, że najgorsze jeszcze przed nami.  W tej sytuacji nie możemy każdego traktować jako zakażonego, bo środki ochrony osobistej szybko się wyczerpią. Proszę pamiętać, że naszym zadaniem jest opieka nad wszystkimi potrzebującymi pomocy – czy to w wypadkach, czy nagłych zachorowaniach. W ratownictwie medycznym zawsze najważniejsza jest zasada „po pierwsze bezpieczeństwo własne”. Bo kto będzie udzielał pomocy i leczył jeśli cały personel zachoruje albo będzie poddawany kwarantannie ? Mamy określone schematy postępowania, które – przynajmniej na razie – się sprawdzają. Jeśli sytuacja ulegnie zmianie, to i personel medyczny musi się dostosować do nowych warunków. Myślę, że na obecnymi etapie najważniejsze są trzy rzeczy: testy, testy i jeszcze raz testy. Na początku pandemii robiono testy dla potwierdzenia zakażenia, ale teraz powinniśmy je robić dla wykluczenia. Czyli każda osoba, która ma objawy zakażenia – gorączkę, kaszel, duszność, to niezależnie od tego czy miała czy nie miała kontaktu z kimś zakażonym powinna mieć wykonany test. Tylko wtedy będziemy wiedzieli, czy zastosować podstawowy, czy pełny zestaw środków ochrony osobistej. Proszę też pamiętać, że dezynfekcja karetki po ekspozycji na wirusa trwa kilka godzin i przez ten czas zespół jest wyłączony z funkcjonowania. I oby w tym czasie nie zdarzył się wypadek…